José Lezama Lima

1910-1976, Cuba

Ah, que tú escapes

Ah, que tú escapes en el instante
en el que ya habías alcanzado tu definición mejor.
Ah, mi amiga, que tú no querías creer
las preguntas de esa estrella recién cortada,
que va mojando sus puntas en otra estrella enemiga.
Ah, si pudiera ser cierto que a la hora del baño,
cuando en una misma agua discursiva
se bañan el inmóvil paisaje y los animales más finos:
antílopes, serpientes de pasos breves, de pasos evaporados,
parecen entre sueños, sin ansias levantar
los más extensos cabellos y el agua más recordada.
Ah, mi amiga, si en el puro mármol de los adioses
hubieras dejado la estatua que nos podía acompañar,
pues el viento, el viento gracioso,
se extiende como un gato para dejarse definir.

Henri Rousseau

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ach, że wymykasz się

Ach, że wymykasz się właśnie w tej chwili
w której osiągnęłaś swoją najlepszą definicję.
Ach, przyjaciółko, która wierzyć nie chciałaś
w pytania tej świeżo ściętej gwiazdy,
co macza swe ramiona w innej wrogiej gwieździe.
Ach, gdyby mogło być prawdą, że w godzinie kąpieli,
kiedy w tej samej dyskursywnej wodzie
nurzają się nieruchomy pejzaż i najsubtelniejsze zwierzęta:
antylopy, żmije o krótkich krokach, o krokach ulotnionych,
zdają się we snach, bez strachu podrywać
najrozleglejsze czupryny i najpamiętliwsze wody mącić.
Ach, przyjaciółko, gdybyś w czystym marmurze pożegnań
zostawiła posąg, co towarzyszyć nam mógłby,
to wiatr, wdzięczny wiatr,
rozciągnąłby się jak kot pozwalając się zdefiniować.

José Lezama Lima

1910-1976, Cuba

*Creo que el poema Testamento de Eva Lipska podría servir de contrapunto o arrojar una nueva luz sobre esta breve oración lezamiana.

Oración de “Diarios”

Suéltame, porque creo en tu aliento. Ciégame, porque oigo tu no. Suéltame entre muchos pasos y ciempiés. Ciégame debajo del árbol de conocimiento. Suéltame que me reduzco y grito. Ciégame, que me abarco y comprendo.

Foto propia

Tłum. Ada Trzeciakowska

Modlitwa z “Dzienników”

Puść mnie, albowiem wierzę w twój oddech. Oślep mnie, bowiem słyszę twoje nie. Wypuść mnie pośród kroków i stonóg. Oślep mnie pod drzewem poznania. Puść mnie, bo kurczę się i krzyczę. Oślep mnie, bo obejmuję się i rozumiem.

José Lezama Lima

1910-1976, Cuba

Preludio a las eras imaginarias en “La cantidad hechizada”

Cualquiera de los asombros que el hombre se niega a aceptar es inferior al del unicornio que bebe en una fuente. Un árbol en el desierto es menos asombroso que el hombre por los arrabales, bajo la lluvia, cubriéndose con un periódico. Todo lo acepta el hombre, menos que es un asombro, un monstruo que lanza preguntas sin respuestas. Se asombra del incondicionado de la divinidad, pero se niega a aceptar que él es un incondicionado igualmente asombroso. Encuentra en los desarrollos que le rodean un signo causal, pero si se le obliga a creer que él forma parte de esa causalidad mientras duerme, enmudece. La batalla que se libra en su sueño entre el uno y el árbol, lo adormece tan solo para el asombro, pues cree cerrarse en el sueño. El mundo del unicornio bebiendo agua en la fuente tiene su aceptación, pero el hombre se niega a aceptar que él continúa, que él prolonga un incondicionado, que Dios tiene que contestar, o volver a preguntar, para engendrarlo de nuevo en la causalidad misteriosa. No invisible como en la metamorfosis de los griegos, sino en la transparencia, en el fulgor, en que el hombre toma el relámpago de lo incondicionado.

Pintura de Pepe Enguídanos

Tłum. Rajmund Kalicki

Preludium do er wyobraźni w “Wazach orfickich”

Jakiekolwiek zdziwienie, które człowiek odtrąca, jest mniejsze od zaskoczenia jednorożca, pijącego wodę ze źródła. Drzewo na pustyni jest mniej zdumiewające niż człowiek na ulicy, na deszczu, okrywający głową gazetą. Człowiek godzi się na wszystko prócz tego, że sam jest zaskoczeniem, monstrum rzucającym pytania bez odpowiedzi. Zdumiewa go boska bezwarunkowość, ale odrzuca myśl, że on sam jest istotą równie nieuwarunkowaną i zadziwiającą. Wśród dziejących się wokół niego wydarzeń znajduje wciąż przyczyny, ale milknie, kiedy każe mu się wierzyć, że jest cząstką przyczynowego łańcucha także w czasie snu. Walka, jaka w jego snach toczy się między jednostką a drzewem, czyni go niewrażliwym na zdumienie, sądzi bowiem, że schronił się we własnym uśpieniu. Przyjmuje świat jednorożca pijącego wodę ze źródła, ale odtrąca myśl, że sam jest częścią świata nieuwarunkowanego, że Bóg musi odpowiedzieć lub postawić pytanie, aby cisnąć go znowu w strumień tajemniczej przyczynowości. Nie w strumień niewidzialny, jak w przypadku greckich metamorfoz, ale w przeźroczystość i jaskrawość, gdzie człowiek chwyta w dłoń błyskawicę bezwarunkowości.