Fernando Pessoa

1888-1935, Portugal

Trad. Jerónimo Pizarro

Escritos sobre genio y locura

Cuando observé en mí mismo la gradual y horrible diferenciación entre el mundo y yo, me percaté de que la diferencia entre los hombres y yo era mayor que nunca. Los afectos familiares—de mi familia hacia mí—se enfriaron, se convirtieron en una evidencia dolorosa frente a mi caluroso afecto por toda la humanidad. Un disgusto por la vida invadió mi espíritu; me volví hostil a las opiniones de los hombres, aunque amara al mismo tiempo a la humanidad.  Con el paso de los años advertí que un abismo aterrador se abría ante mí. Yo era un genio, reconocía la verdad, y comprendía también que, por ser un genio, era un loco. Para triunfar, según el doctor Reich, un hombre joven necesita tres cosas: geografía, historia y religión. En el lugar de «religión» pondría «fe», en el sentido de sinceridad.
Pero si, al decir triunfar, el doctor Reich quiere decir triunfar en el mundo, entonces debo afirmar que para esto se requieren tres cosas: falta de conciencia y de escrúpulos, brutalidad e interés. Todos estos rasgos llevan tan fácilmente del uno al otro, están conectados de una manera tan lógica, que podemos sintetizarlos en una palabra: criminalidad, o una tendencia en este sentido.

C. R. ANON

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zapiski o geniuszu i szaleństwie

Obserwując u siebie stopniową i przerażającą odmienność między mną a światem, zdałem sobie sprawę, że różnica między mną a ludźmi jest większa niż kiedykolwiek. Rodzinne afekty w stosunku do mnie ostygły, stały się bolesnym świadectwem w konfrontacji z moimi gorącymi uczuciem do całej ludzkości. Niechęć do życia ogarnęła moją duszę, nabrałem wrogiego nastawienia do opinii ludzi, choć jednocześnie kochałem ludzkość.  Z upływem lat zdałem sobie sprawę, że otwiera się przede mną przerażająca otchłań. Byłem geniuszem, dostrzegałem prawdę i jednocześnie rozumiałem, że będąc geniuszem, jestem szaleńcem. Aby odnieść powodzenie, według dr Reicha, młody człowiek potrzebuje trzech elementów: geografii, historii i religii. W miejsce “religii” postawiłbym “wiarę”, w rozumieniu szczerości.
Ale jeśli przez powodzenie dr Reich rozumie odniesienie powodzenia w świecie, to muszę przyznać, że do tego potrzebne są trzy przymioty: brak sumienia i skrupułów, brutalność i interesowność. Wszystkie te cechy tak łatwo prowadzą od jednej do drugiej, są tak logicznie powiązane, że można je podsumować jednym słowem: przestępczość, czy też skłonność w tym kierunku.

George Steiner

1929-2020 Francia/Gran Bretaña/Estados Unidos

Trad. María Condor

Diez (posibles) razones para la tristeza del pensamiento (I)

La infinitud del pensamiento es también una «infinitud incompleta». Está sometida a una contradicción interna para la que no puede haber ninguna solución. Nunca sabremos hasta dónde llega el pensamiento en relación con el conjunto de la realidad. No sabemos si lo que parece indefinido no es, en realidad, ridículamente estrecho e irrelevante. ¿Quién puede decirnos si buena parte de nuestra racionalidad, de nuestro análisis y de nuestra organizada percepción no se compone de ficciones pueriles? ¿Durante cuánto tiempo, para cuántos millones de personas fue plana la Tierra? Somos capaces, desde luego, de examinar y formular «cuestiones primordiales». —¿Cómo surgió el cosmos? ¿Tiene sentido nuestra vida? ¿Existe Dios?—. Este impulso a la interrogación engendra la civilización humana, sus ciencias, sus artes, sus religiones. Pero no hay nada que identifique más íntimamente a Marx con la inocencia de la Ilustración que su afirmación de que la humanidad sólo se hace preguntas para las que no habrá respuesta. Lo contrario es lo que más se acerca a la verdad. Es «Pilatos burlón». En frentes absolutamente decisivos no llegamos a ninguna respuesta satisfactoria, mucho menos concluyente, por inspirado y coherente que sea el proceso de pensamiento, ya sea individual o colectivo, ya sea filosófico o científico. Esta contradicción interna (aporia), esta destinada ambigüedad, es inherente a todos los actos de pensamiento, a todas las conceptualizaciones e intuiciones. Escuchad atentamente el tumulto del pensamiento y oiréis, en su centro inviolado, duda y frustración.
Éste es un primer motivo para el Schwermut, para la pesadumbre.

Mathieu Luca

Tłum. O. i W. Kubińscy

Dziesięć (możliwych) przyczyn smutku myśli (I)

Nieskończoność myśli jest również „niepełną nieskończonością”. Podlega nierozwiązywalnej wewnętrznej sprzeczności. Nigdy nie dowiemy się. jak daleko sięga myśl względem sumy rzeczywistości. Nie wiemy, czy to, co wydaje się bez końca, nic jest w istocie absurdalnie zawężone i nieistotne. Kto nam wyjaśni, czy nasz racjonalizm, analiza i uporządkowana percepcja nie sprowadzają się nade wszystko do infantylnej fikcji? Jak długo, dla ilu milionów ludzi Ziemia była płaska? Zaprawdę, potrafimy pomyśleć i sformułować „ostateczne pytania” — „Jak powstał kosmos? Czy nasze życie ma sens? Czy Bóg istnieje?”. Potrzeba zadawania pytań leży u źródeł ludzkiej cywilizacji, nauki, sztuki i religii. Nic jednak nie zbliża bardziej Marksa do niewinności oświecenia niż twierdzenie, że ludzkość zadaje sobie tylko takie pytania, na które znajdzie odpowiedź. Bliższe prawdy jest chyba twierdzenie odwrotne. To „drwiący Piłat’”. Bez względu na poziom natchnienia, logiki procesu myślenia, jednostkowego czy zbiorowego, filozoficznego czy naukowego, w kwestiach fundamentalnych nie potrafimy uzyskać żadnych satysfakcjonujących, a tym bardziej ostatecznych odpowiedzi. Ta wewnętrzna sprzeczność (aporia), ta nieunikniona dwuznaczność wpisana jest w każdy akt myślenia, w każdą konceptualizację i przeczucie. Wystarczy się wsłuchać w bieg myśli, by usłyszeć —w samym sercu -wątpliwości i frustrację.
I to jest pierwszy powód, dla którego jest nam ciężko na sercu, pierwsza przyczyna Schwermut.

Reiner Kunze

1933 – , Alemania

Trad. Ada Trzeciakowska

Cardo del ángel

Agarrarse
a la tierra

no echar sombra
sobre los demás

a su sombra
brillar

Tłum. Ryszard Krynicki

Dziewięćsił

Trzymać się
ziemi

Nie rzucać cienia
na innych

W ich cieniu
świecić

Silberdistel

Sich zurückhalten an der

Erde Keinen Schatten werfen auf andere

Im Schatten der anderen leuchten


Rolf Jacobsen

1907 – 1994, Noruega

Trad. Ada Trzeciakowska

Las catacumbas de San Calixto*

Una ciudad en muerte con las calles hundidas y los semáforos apagados.
Una ciudad vista en un espejo roto del que hay que raspar la oscuridad con las manos.
Bajo las estrellas y bajo la tierra, una ciudad como la risa detrás de las puertas cerradas.
La Venecia de la noche con los puentes reflejados en el polvo.
El orgullo del mundo, una ciudad con la frente partida y el rostro cubierto de babas.
Finos restos de raíces como dedos y pies, manos y omóplatos de esqueletos.
Raíces y ramas de raíces, los muertos cuyos dedos aprietan la oscuridad como si fuera una piedra.
Un árbol que surge de nuestra realidad rota, con la raíz plantada en nuestra vergüenza.
Un árbol que extiende sus ramas por toda la tierra y llega casi hasta las estrellas, Arcturus, Capella.
Un árbol desde el corazón de la tierra. Asombroso. Manteniéndose fiel.

*Las Catacumbas de San Calisto en Roma eran el cementerio oficial de la Iglesia de Roma en el siglo III. Cerca de medio millón de cristianos fueron enterrados en ellas, incluyendo docenas de mártires y dieciséis Papas.

Tłum. Czesław Miłosz

Katakumby San Callisto

Miasto śmierci, ulice zapadły się i światła uliczne znieruchomiały.
Miasto widziane w rozbitym lustrze, z którego rękami musimy zgarniać ciemność.
Pod gwiazdami i pod ziemią, miasto jak śmiech zza drzwi zamkniętych.
Wenecja nocy, mosty odbite w pyle.
Chluba świata, miasto z rozłupanym czołem i twarzą zarosłą śluzem.
Cienkie resztki korzeni jak palce i stopy, ręce i łopatki szkieletów.
Korzenie i odroślą korzeni, umarli, którzy zginają palce, chwytając mrok jak kamień.
Drzewo rosnące z naszej rozbitej rzeczywistości, z korzenia zasadzonego na naszym wstydzie.
Drzewo, które rozpościera gałęzie nad całą ziemią i sięga niemal do gwiazd, Arcturusa, Capelli.
Drzewo z serca ziemi. Zadziwiające. Dochowujące wierności.

Transl. Roger Greenwald

The Catacombs in San Callisto 

A city in death with the streets caved in and the traffic lights still.
A city seen in a broken mirror we have to rub the darkness from with our hands.
Beneath the stars and the beneath the earth, a city like a laugh behind a closed door.
A Venice of night, bridges reflected in dust.
The world’s pride, a city with its forehead split and its face overgrown with slime.
Thin shreds of roots like fingers and feet, hands and shoulder blades of skeletons.
Roots and branches of roots, daed that bend their fingers around the dark as around a stone.
A tree up from our broken reality, with its root planted in humiliation.
A tree that stretches out over the earth and reaches almost to the stars, Arcturus, Capella.
A tree from the earth’s heart. Wondrous. Keeping faith.


Inger Christensen

1935-2009, Dinamarca

Trad. Francisco J. Uriz

Alfabeto (frag. 11)

el amor existe, el amor existe
tan desmemoriado como tu mano acogida como un pajarillo
en la mía, y la muerte imposible de recordar,
imposible de recordar cómo una vida
inalienable, tan fácilmente como con un movimiento químico
sobre hierba cola de perro y palomas bravías, todo
se pierde, desaparece, imposible recordar que desaparecen
multitudes de personas desarraigadas, rebaños de

animales domésticos y perros que andan por ahí;
tomates, olivas desaparecen, las mujeres
morenas que las cosechan se marchitan, desaparecen,
mientras de la tierra se levanta polvo de náuseas, un polvo
de hojas y bayas, y capullos de flores de las matas de alcaparras
que nunca serán recolectados, conservados en sal
y consumidos; pero antes de que desaparezcan; antes de que
desaparezcamos, una noche sentados a la mesa
con un poco de pan, un par de peces sin tumores y agua
que con buen criterio ha sido transformada en agua. de repente
atraviesa la habitación uno de los miles de senderos
de guerra históricos, te levantas, las fronteras,
existen las fronteras, las calles, el olvido

en todas partes, pero tu escondite no se acerca,
mira, la luna está demasiado iluminada y la constelación Carro
regresa tan vacía como llegó; los muertos
quieren ser transportados, los enfermos quieren ser transportados,
los pálidos soldados destrozados que se parecen a Narciso quieren
ser transportados, tú caminas por aquí sorprendentemente
eterna, y sólo cuando ellos mueren te detienes
en un huerto que nadie ha cuidado durante varios
siglos, te acercas hasta una fuente seca siguiendo su rumor.
tal vez en un lugar de Carelia, y mientras
tú piensas en palabras como cromosomas, quimeras
Y en el fallido crecimiento de los frutos del amor
pelas un poco de corteza de un árbol y te la comes

Fotografías de Zdzisław Beksiński (1929-2005, Polonia)

Tłum. Bogusława Sochańska

kochanie istnieje, miłość istnieje
twoja dłoń wtulona bez pamięci w moją
jak dziecko, i śmierć o której nie sposób pamiętać,
nie sposób pamiętać jak niezbywalne
życie lekko niczym w reakcji chemicznej
nad grzebieniami traw i stadem skalnych gołębi, wszystko,
stracone znika, nie sposób pamiętać że
znikają istniejące tu i ówdzie grupy wykorzenionych

ludzi, zwierząt domowych i psów;
znikają pomidory, oliwki, zbierające je śniade
stare kobiety więdną znikają,
a z gleby zmęczonej mdłościami unosi się pyt
liści i jagód, nikt już nie zbierze
pąków kaparu, nie zaprawi ich w słonej
zalewie i nie zje; ale nim znikną, zanim
znikniemy, gdy wieczorem siedzimy przy stole
na którym kromka chleba, dwie ryby bez wrzodów i woda
zmyślnie przemieniona w wodę, przez pokój nagle
przebiega jedna z tysięcy wojennych ścieżek
przeszłości, wstajesz, granice,
istnieją granice, ulice, zapomnienie,

wszędzie, a twoja kryjówka się nie zbliża,
patrz, księżyc nazbyt rozświetlony i Wielki Wóz
wraca tak samo pusty, jak pusty był gdy tu przyjechał; umarli
chcą być niesieni, chorzy chcą być niesieni, złamani
bladzi podobni do Narcyza żołnierze chcą
być niesieni, tak dziwnie krążysz wiecznie
dookoła, i dopiero gdy umrą, przystajesz
na kapuścianym polu o które nikt nie dbał przez
stulecia, wsłuchujesz się w wyschłe
źródełko, może gdzieś w Karelii, i rozmyślając
o słowach takich jak chromosomy, chimery
i o zahamowanym wzroście owocu miłości
oddłubujesz trochę kory z drzewa i zjadasz

Transl. Susanna Nied

Alphabet (11)

love exists, love exists
your hand a baby bird so obliviously tucked
into mine, and death impossible to remember,
impossible to remember how inalienable
life, as easily as chemicals drifting
over the knotgrass and rock doves, all of it
is lost, vanishing, impossible to remember that
there and there flocks of rootless

people, livestock, dogs exist, are vanishing;
tomatoes, olives vanishing, the brownish
women who harvest them, withering, vanishing,
while the ground is dusty with sickness, a powder
of berries and leaves, and the buds of the caper
are never gathered, pickled with salt
and eaten; but before they vanish, before we
vanish, one evening we sit at the table with
a little bread, a few fish without cankers, and water
cleverly turned into water, one of
history’s thousands of war paths suddenly
crosses the living room, you get up, limits,
given limits exist, streets, oblivion

everywhere, but your hideout comes no nearer
see the moon is too brightly lit and Charles’s Wain
is going hack empty as it came; the dead want
to be carried, the sick want to be carried, the broken
pale soldiers looking like Narcissus want to
be carried; you wander around in such a strangely
endless way; only when they die do you stop
in a kale patch no one has tended for several
centuries, follow the sound of a dried-up
spring, somewhere in Karelia maybe, and as
you think of words like chromosomes and chimeras

Alfabet (11)

kærligheden findes, kærligheden findes
sa glemsomt din hånd puttet ind som en unge
i min, og døden umulig at huske,
umuligt at huske hvordan et umisteligt
liv, så let som med en kemisk bevægelse
hen over kamgræs og klippeduer, alt,
mistes forsvinder, umuligt at huske at
flokke der hist og her findes af rodløse
mennesker, husdyr og hunde forsvinder;
tomater, oliven forsvinder, de brunlige
koner, der høster dem, visner forsvinder,

mens jordbunden støver af kvalme, et pulver
afblade og bær, og kapersbuskens blomsterknopper
aldrig bliver indsamlet, syltet med salt
og spist; men før de forsvinder, før vi
forsvinder, en aften vi sidder til bords med
lidt brød, et par fisk uden bylder og vand
der med kløgt er forvandlet til vand. går en
af de tusind historiske krigsstier pludselig
tværs gennem stuen, du rejser dig, grænserne,
grænserne findes, gaderne, glemslen

overalt, men dit skjulested nærmer sig ikke,
se, månen er alt for belyst og Karlsvognen
kører tilbage så tom som den korn; de døde
vil bæres, de syge vil bæres, de nedbrudte
blegé soldater der ligner Narcissos vil
bæres, du vandrer så underlig evigt
omkring, og kun når de dør, gør du holdt
i en kålhave ingen har passet i flere
århundreder, lytter dig frem til en udtørret





Ingeborg Bachmann

1926-1973, Austria

Trad. Concha García y Cecilia Dreymüller

aria I

Allí donde nos volvemos, en la tormenta de las rosas,
está la noche iluminada de zarzas, y el trueno
del follaje, tan silencioso entre los arbustos,
nos sigue ahora de cerca.

Donde sea que se extinga lo que inflaman las rosas,
nos arrastra la lluvia al río. ¡Oh, noche más lejana!
Pero una hoja, que nos alcanzó, flota sobre las olas
y nos sigue hasta la desembocadura.

Ciclo de pinturas La tormenta de las rosas de Anselm Kiefer (1945 -, Alemnaia)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Aria I

Gdziekolwiek zwrócimy się w burzy róż,
noc jest rozświetlona przez kolce, a grzmot
liści, gdzie przedtem krzew cichy rósł,
depcze nam po piętach.

Gdziekolwiek gasimy to, co rozpalają róże,
deszcz zmywa nas do rzeki. O odległa nocy!
Lecz na falach napotkany liść dryfuje
z nami aż do ujścia rzeki.

Aria fue escrita por Bachmann para el compositor Hans Werner Henze

Transl. Paul Weinfield

aria i

Wherever we turn in this tempest of roses,
thorns brighten the night, and the thunder
of leaves that once lay quiet in the bushes,
now follows at our heels.

Wherever what the roses have lit is extinguished,
the rain carries us to the river.  O distant night!
But a leaf that touched us now floats upon the waves,
trailing us down to the mouth of the sea.

aria I

Wohin wir uns wenden im Gewitter der Rosen,
ist die Nacht von Dornen erhellt, und der Donner
des Laubs, das so leise war in den Büschen,
folgt uns jetzt auf dem Fuß.

Wo immer gelöscht wird, was die Rosen entzünden,
schwemmt Regen uns in den Fluß. O fernere Nacht!
Doch ein Blatt, das uns traf, treibt auf den Wellen
bis zur Mündung uns nach.

Paul Celan

1920-1970, Rumanía/Alemania

Trad. Griselda Mársico

7 Ingeborg Bachmann a Paul Celan

Viena, 24 de junio de 1949.

Querido:
Porque ni lo pensé, hoy, el día anterior –el año pasado también fue así–, llegó tu postal, en vuelo directo a mi corazón, sí, es así, te quiero, en aquel entonces jamás lo dije. He vuelto a sentir la amapola, profunda, muy profundamente, tu magia ha sido tan maravillosa, jamás podré olvidarlo.
A veces lo único que quisiera es irme y llegar a París, sentir que tocas mis manos, que me tocas entera con flores, y después otra vez no saber de dónde vienes y adónde vas. Para mí eres de la India, o de un país aun más lejano, oscuro, marrón; para mí eres desierto y mar y todo lo que es misterio. Sigo sin saber nada de ti y por eso muchas veces tengo miedo por ti, no puedo imaginarme que tú debas hacer lo que los otros hacemos aquí, yo debería tener un castillo para nosotros y traerte conmigo, para que puedas ser allí mi señor encantado, tendremos muchas alfombras allí y música, e inventaremos el amor.
 He estado pensando mucho. “Corona” es tu poema más bello, es la anticipación perfecta de un instante donde todo se vuelve mármol y es para siempre. Pero para mí aquí no será “tiempo”. Tengo hambre de algo que no me darán, todo es chato y flojo, está cansado y gastado antes del uso.
Para mediados de agosto quiero estar en París, un par de días solamente. No me preguntes por qué, para qué, pero quiero que estés para mí, una noche o dos, tres… Llévame al Sena, vamos a mirar y mirar bien adentro hasta que nos hayamos vuelto pececitos y nos reconozcamos.
Ingeborg

9 Paul Celan a Ingeborg Bachmann,

31, Rue des Ecoles París,
20 de agosto de 1949

Mi querida Ingeborg:
Así que vienes recién dentro de dos meses… ¿por qué? No lo dices, tampoco dices por cuánto tiempo, no dices si recibirás la beca. Mientras tanto, propones, podemos “intercambiar cartas”. ¿Sabes, Ingeborg, por qué te escribí tan poco durante este último año? No sólo porque París me empujó a un silencio terrible del que no podía salir, sino también porque no sabía qué piensas sobre aquellas pocas semanas en Viena. ¿Qué podía inferir de tus primeras líneas, Ingeborg, garrapateadas al vuelo?
Tal vez me equivoco, tal vez lo que sucede es que nos esquivamos justo allí donde tanto quisiéramos encontrarnos, tal vez la culpa sea de los dos. Sólo que a veces me digo que mi silencio tal vez es más entendible que el tuyo, porque la oscuridad que me lo impone es más vieja.
Las grandes decisiones uno siempre tiene que tomarlas solo, lo sabes. Cuando llegó aquella carta en la que me preguntabas si debías elegir París o Estados Unidos, me hubiera gustado decirte lo mucho que me alegraría que vinieras. ¿Puedes entender, Ingeborg, por qué no lo hice? Me dije que si realmente te importara algo (es decir, más que algo) vivir en la ciudad en la que también vivo yo, no me hubieras pedido consejo, al contrario.
Ha pasado un largo año, un año en el que seguramente te ha ocurrido más de una cosa. Pero no me dices cuán lejos han quedado nuestros propios mayo y junio detrás de este año…
¿Cuán lejos o cuán cerca estás, Ingeborg? Dímelo, para que yo sepa si cierras los ojos si ahora te beso.
Paul

de Tiempo del corazón. Correspondencia. Ingeborg Bachmann Paul Celan. (FCE, 2012)

Fotograma de Los soñados (docuficción) recreación de la correspondencia entre Ingeborg y Paul Celan, película de Ruth Beckermann (2016)

Tłum. Małgorzata Łukasiewicz

7 Ingeborg Bachmann do Paula Celana,

Wiedeń, 24 czerwca 1949

Miły Mój,
nawet o tym nie myślałam i dlatego dziś, w przeddzień – w zeszłym roku było przecież tak samo – przyfrunęła Twoja kartka i trafiła mnie w samo serce, tak właśnie jest, kocham Cię, nigdy tego wtedy nie powiedziałam. Znowu czułam mak, głęboko, bardzo głęboko, Twoje czary tak cudow­nie działały, nie potrafię tego nigdy zapomnieć.
Czasem chciałabym po prostu ruszyć w drogę i dotrzeć do Paryża, po­czuć, jak dotykasz moich rąk, jak całej mnie dotykasz kwiatami, i znów nie wiedzieć, skąd przychodzisz i dokąd idziesz. Dla mnie jesteś z Indii albo z jakiegoś jeszcze dalszego, mrocznego, brunatnego kraju, dla mnie jesteś pustynią i morzem, i wszystkim, co jest tajemnicą. Wciąż jeszcze nic o Tobie nie wiem i dlatego często boję się o siebie, nie umiem sobie wyobrazić, że miałbyś robić coś, co my, inni, tu robimy, powinnam mieć dla nas zamek i sprowadzić Cię do siebie, żebyś był w tym zamku moim zaczarowanym władcą, będziemy tam mieć mnóstwo dywanów i muzykę, i odkryjemy miłość.
Często się zastanawiałam, Corona to Twój najpiękniejszy wiersz, naj­doskonalsze przeczucie chwili, kiedy wszystko staje się marmurem i jest na zawsze. Ale dla mnie tu nie nastał „czas”. Łaknę czegoś, czego nie do­stanę, wszystko jest płaskie i mdłe, martwe i zużyte, nim jeszcze zostało użyte.
W połowie sierpnia będę w Paryżu, tylko na parę dni. Nie pytaj mnie dlaczego, po co, ale bądź dla mnie, przez jeden wieczór, albo dwa, trzy..
Zaprowadź mnie nad Sekwanę, będziemy się wpatrywać w wodę, tak dłu­go, aż staniemy się małymi rybkami i znowu się rozpoznamy.
Ingeborg

9 Paul Celan do Ingeborg Bachrnann

31, Rue des Ecoles Paryż,
20 sierpnia 1949

Droga moja Ingeborg,
przyjedziesz więc dopiero za dwa miesiące – dlaczego? Nie mówisz, nie mówisz też, na jak długo, nie mówisz, czy dostałaś stypendium. Tymcza­sem możemy przecież, jak proponujesz, „wymieniać listy” Czy Ty wiesz, dlaczego przez ten ostatni rok tak rzadko pisałem? Nie tylko dlatego, że Paryż wtrącił mnie w straszliwe milczenie, z którego nie mogę się wydobyć, ale także dlatego, że nie wiedziałem, co myślisz o tych krótkich tygodniach w Wiedniu. Co mogłem wywnioskować z Twoich pierw­szych, pobieżnie skreślonych linijek, Ingeborg?
Może się łudzę, może jest tak, że rozmijamy się akurat wtedy, kiedy tak bardzo chcielibyśmy się spotkać, może wina leży po obu stronach. Tylko czasem powiadam sobie, że moje milczenie jest może bardziej zro­zumiale niż Twoje, bo mrok, który mi je narzuca, jest starszy.
Wiesz: wielkie decyzje trzeba zawsze podejmować samemu. Gdy przy­szedł tamten list, w którym pytałaś, czy masz wybrać Paryż, czy Stany Zjednoczone, miałem chęć Ci powiedzieć, jak bardzo bym się cieszył, gdybyś przyjechała. Czy potrafisz zrozumieć, Ingeborg, dlaczego tego nie zrobiłem? Powiedziałem sobie, że gdyby naprawdę zależało Ci trochę (to jest więcej niż trochę) na tym, żeby mieszkać w mieście, w którym i ja mieszkam, nie pytałabyś mnie o radę, przeciwnie.
Minął długi rok, rok, w którym z pewnością niejedno Ci się zdarzy­ło. Ale nie mówisz mi, jak daleko w tyle za tym rokiem leży nasz własny maj i czerwiec.
Jak daleko i jak blisko jesteś, Ingeborg? Powiedz mi, żebym wiedział, czy zamykasz oczy, kiedy Cię teraz całuję.
Paul

Z Czas serca. Ingeborg Bachmann, Paul Celan. Listy (A5, 2010)

Marina Tsvietáieva

1892-1941, Rusia

Tłum. Ada Trzeciakowska

Insomnio

8

Negra como una pupila, como una pupila que aspira
La luz -te amo, mi noche sagaz-.

Dame una voz para cantarte, oh premadre
De los cantos, en tu mano llevas la brida de los cuatro vientos.

Convocándote, alabándote, soy solo
Una concha donde aún no ha cesado el ruido del océano.

¡Noche! ¡Ya he visto mucho las pupilas del hombre!
¡Incinérame, noche, mi sol negro!

Foto propia

Tłum. Joanna Salamon

Bezsenność

8

O, czarna jak źrenica, jak źrenica ssąca
Światło – wielbię ciebie, sowiooka nocy.

Głos mi daj, bym wyśpiewać cię mogła, o pramatko
Pieśni, która dzierżysz cugle czterech wiatrów.

Przywołując cię, wychwalając cię, jestem tylko
Muszlą, w której jeszcze nie umilkł ocean.

O, nocy! Już napatrzyłam się w źrenice człowieka!
Spal mnie i spopiel, o czarne słońce – nocy!

Бессонница

8

Черная, как зрачок, как зрачок, сосущая
Свет — люблю тебя, зоркая ночь.

Голосу дай мне воспеть тебя, о праматерь
Песен, в чьей длани узда четырех ветров.

Клича тебя, славословя тебя, я только
Раковина, где еще не умолк океан.

Ночь! Я уже нагляделась в зрачки человека!
Испепели меня, черное солнце — ночь!

Eiléan Ní Chuilleanáin

1942 – , Irlanda

Trad. Juan Arabia

El Prisionero Piensa en las Estrellas

La parte exterior de las estrellas
está cubierta de costras, su luz está llena
de cadáveres de polillas.

Y moviéndose al ritmo que producen
alas de polilla rígidas y sibilantes
ahogan el diapasón universal.

Cantan como ballenas sobre las cárceles,
casi golpean el tejado.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Więzień myśli o gwiazdach

Od zewnętrznej strony gwiazdy
pokryte są strupami, a ich światło przyćmione
jest martwymi ciałami ciem.

Poruszając się do dźwięku, który wydają
świszczące i sztywne skrzydła ciem
tłumią uniwersalny kamerton.

Śpiewają niczym wieloryby nad murami więzień
niemalże uderzają w dach.

The Prisoner Thinks about the Stars

The outsides of stars
Are crusted, their light fretted
With dead bodies of moths.

And moving the sound they make
Sibilant stiff moth wings
Drowns the universal tuning-fork.

They sing like whales over the prisions,
They almost bump the roof.

Pär Lagerkvist

1891-1974, Suecia

Trad. Ada Trzeciakowska

***

Deja que mi sombra se desvanezca en la tuya.
Déjame perderme a mí mismo
bajo esos grandes árboles.
Aquellos que pierden su propia corona al caer la noche,
se entregan al cielo y a la noche.

Fotografías de Nicolas Dhervillers

Tłum. Ewa Niewiarowska

***

Pozwól, aby mój cień zniknął w twoim.
Pozwól mi stracić samego siebie
pod tymi dużymi drzewami.
Ci, którzy sami tracą swą koronę o zmroku,
oddają się niebu i nocy.

***

Låt min skugga försvinna i din.
Låt mig förlora mig själv
under de stora träden.
De som själva förlorar sin krona i skymningen,
överlämnar sig åt himmelen och natten.