Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

LA LUZ, EL AIRE, EL PÁJARO I

A esta luz de hoy
abotonada al forro entumecido
del cielo,
la querría más austera
y no menos poética,
sí más inmediata,
despojada de límites retóricos
que, dilatando el campo,
sujetan, sin embargo, la mirada
al cerco empobrecido
de las comparaciones.
A esta luz de hoy la quisiera
neblina entre mis dedos,
prieta en los recodos de la piel,
aliento en la copa de los pinos,
pero, más aún, la quiero
en su infinito presa y al tiempo dilatada,
simplemente luz
y la sostenga
el graznido de un cuervo en su aleteo,
el arrullo de una alondra, a lo lejos,
y el biselado roce de cigarras,
haciendo más compacto el aire
a medida que avanza el sol
hacia el cenit.

*

Ocupada por algo
que pretende vivir,
que insiste en respirar el aire
de la mañana y me despierta,
despierta al yo
(que acompaña los actos
como el pronombre al verbo)
para que aprecie. Hace mal.
Mejor sería dejarle dormir.
En cuanto se despierte
irá a cobijarse,
según es su costumbre,
en uno de los husos.
Lo hallaremos colgado
de una imagen-recuerdo o
revolviendo, febril, la caja
de herramientas.

Así que el aire, ¿dónde,
el aire? Ah, sí, el aire, la mañana,
vivir, decía algo, alguien
tal vez decía, no sé. Las cigarras.
En otro tiempo, las cigarras.

de Hilos

Tłum. Ada Trzeciakowska

ŚWIATŁO, POWIETRZE, PTAK I

To dzisiejsze światło
przypięte do spuchniętego podbicia
nieba
chciałabym je posępniejsze
i nie mniej poetyckie,
owszem bardziej bezpośrednie,
pozbawione retorycznych ograniczeń
które, poszerzając pole,
przykuwają, mimo wszystko, spojrzenie
do zubożałego kręgu porównań.
To dzisiejsze światło chciałabym je
jako gęstą mgłę pomiędzy palcami,
prawie czarną w załamaniu skóry,
jako oddech w koronach sosen,
lecz, jeszcze bardziej, chcę je
schwytane w swej nieskończoności
i na czas rozszerzone,
po prostu światło
i by podtrzymywało je
krakanie kruka gdy porusza skrzydłami,
śpiew skowronka, w oddali,
ścięte krawędzie szmeru świerszczy,
czyniące powietrze bardziej zwartym
w miarę jak słońce zbliża się
do zenitu.

*

Zajęta czymś,
co usiłuje żyć,
co upiera się przy oddychaniu powietrzem
poranka i budzi mnie,
budzi moje ja*
(które towarzyszy działaniom
jak zaimek czasownikowi)
aby go doceniło. Czyni źle.
Lepiej byłoby dać mu spać.
Jak tylko się ocknie
pójdzie się szukać schronienia,
zgodnie ze swym zwyczajem,
w jednym z wrzecion** czasu.
Znajdziemy go zwisającego
z jakiegoś obrazu-wspomnienia*** lub
przetrząsającego, w gorączce, skrzynkę
z narzędziami.

Tak więc powietrze, gdzie,
powietrze? Ach, powietrze, poranek,
żyć, coś mówił, ktoś
być może mówił, nie wiem. Świerszcze.
W innym czasie, świerszcze.

z tomiku Nici

*El yo, angielskie I, Maillard z wykształcenia jest filozofką, w dalszej części rozróżnia, za George’em Meadem, el Yo od el Mí , które to terminy na polski są tłumaczone opisowo jako ja podmiotowe i ja przedmiotowe (bierne i aktywne).

**termin huso po hiszpańsku oznacza wrzeciono, ale również strefę czasową (huso horario). Należy również wziąć pod uwagę tytuł tomiku Nici, odwołania do Parek itd.

*** imagen-recuerdo, obraz-wspomnienie, prawdopodobnie w nawiązaniu do typologii, którą posługiwał się Gilles Deleuze w analizach filmowych, w odniesieniu do filozofii Henri Bergsona (Kino: 1. Obraz-ruch, 2. Obraz-czas )

Polaroid de Andréi Tarkovsky y fotogramas de su película El espejo. Fotogramas de la película de Bi Gan El largo viaje hacia la noche (en la que rinde homenaje a Tarkovsky)

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

Tłum. Ada Trzeciakowska

Sin embargo…

Sin embargo, 
sin embargo, 
sin embargo… No me
fío de mí. Nada es 
permanente. Menos 
lo es la palabra. Esto 
tampoco, 
esto tampoco, 
esto tampoco. No me fío, 
no te fíes de quien 
dice, de quien 
habla, de lo que se 
dice, de lo que dices, 
de lo que digo, 
no me fíes, 
no te fío. 
La lucidez es una chispa, un 
estado de conciencia 
en las multiplicadas estancias 
de la conciencia o que hacen 
conciencia, las estancias 
que se alargan, se prolongan, se 
continúan, y así 
se le llama conciencia 
a aquella continuidad. 
No me fío, no te 
fíes de las estancias, 
se estrechan, 
se acortan, 
se invaden, 
desaparecen, 
la lucidez es un instante 
entre estancias, 
ventanas en la mónada que 
si permanece bajo 
la luz del foco se hace estancia, 
también ella, y sufre 
las mismas convulsiones. 
Sin embargo, 
sin embargo, 
sin embargo… lo 
que intuyo ahora 
se borrará mañana, 
luego,
ahora, 
apenas se haga pensamiento, 
conciencia: estancia. Atrapamos 
la sensación que invade las entrañas, 
muy abajo, 
muy adentro, 
muy homogénea, la atrapamos 
y la hacemos eso: “sensación”, 
la nombramos, 
la describimos… la perdemos. Ya 
no es ella, ya no es eso, ya no es. 
Aún está allí pero 
no es lo que digo, 
lo es apenas, 
no es lo que oís, 
no es eso, no 
os fiéis, 
no me fíes, 
no te fío.

De nuevo cae la tarde, 
mengua la luz. 
Los colores del otoño vienen del oeste, 
decía aquel poeta chino. 
El mundo está en mí. 
No me apartaré. 
Acojo todos los colores, el 
estío dentro de mi otoño, 
porque sé que no 
hay fin, que no habrá término. 
Todo comienza y termina en mí. 
Yo soy el infinito proyecto de mí misma
por encima de mí
me sobrevuelo. 

Jednak…

Jednak…
Jednak,
jednak,
jednak… Nie ufam
sobie. Nic nie
jest niezmienne. A najmniej
słowo. To
też nie,
to też nie,
to też nie. Nie ufam,
nie ufaj temu kto
mówi, temu co rozmawia, temu co
się mówi, temu co mówisz,
temu co mówię,
nie ufaj mi,
nie ufam tobie.
Jasność umysłu jest iskrą,
stanem świadomości
w pomnożonych bytnościach
świadomości lub stających się
świadomością, bytności
się wydłużają, przeciągają,
trwają, i tak oto
nazywamy świadomością
ową ciągłość.
Nie ufam, nie
ufaj bytnościom,
zwężają się,
skracają się,
nachodzą na siebie,
znikają,
jasność umysłu jest momentem
pomiędzy bytnościami,
oknami w monadzie, która
pozostając w
świetle reflektorów staje się bytnością,
ona również i wstrząsają nią
te same konwulsje.
Jednak,
jednak,
jednak…. to
co przeczuwam teraz
jutro się zatrze,
później,
teraz,
ledwo stanie się myślą,
świadomością: bytność. Chwytamy
wrażenie, które zalewa wnętrzności,
na samym dole,
w samym środku,
tak jednorodne, chwytamy je
i czynimy je tym: “wrażeniem”,
nazywamy je,
opisujemy je… tracimy je. To
już nie ono, to już nie to, już nie.
Nadal w niebezpieczeństwie, lecz
to nie jest tym co mówię,
ledwo jest tym,
to nie to co słyszycie,
to nie to, nie
ufajcie,
nie dajcie mi ufać,
nie ufam ci.

Znów zapada wieczór
światło się obkurcza.
Kolory jesieni nadchodzą z zachodu,
mawiał tamten chiński poeta.
Świat jest we mnie.
Nie odsunę się.
Przyjmuję wszystkie kolory,
lato wewnątrz mojej jesieni,
bo wiem, że nie
ma kresu, nie będzie końca.
Wszystko zaczyna i kończy się we mnie.
Jestem bezkresnym projektem siebie samej
ponad sobą
unoszę się.

Foto propia

Chantal Maillard

1951 – , Bélgica/España

Deseé alguna vez que un poeta me amase …

Deseé alguna vez que un poeta me amase
Ahora duelen sus poemas en mi cuerpo‚
algo de mí que en él se reconoce hasta quebrar la imagen
de todo lo que fui.
Ahora deseo que me amase tanto que dejara de amarme
y sus palabras fuesen nieve
que el sol de junio fundiese entre mis pechos‚
allí donde su aliento insiste en acallar
esta tristeza antigua que siempre me acompaña.

Recreación de algunas escenas de Un perro andaluz

Tłum. Ada Trzeciakowska

Zapragnęłam kiedyś by pokochał mnie poeta…

Zapragnęłam kiedyś by pokochał mnie poeta
A teraz jego wiersze bolą moje ciało,
coś ze mnie co w nim się rozpoznaje niszczy obraz
wszystkiego czym byłam.
Teraz pragnę by kochał mnie tak bardzo, aż kochać by przestał
a jego słowa śniegiem by się stały,
który czerwcowe słońce stopiłoby w mej piersi,
tam, gdzie jego oddech uśmierzyć by chciało
pradawny smutek, który towarzyszy mi od zawsze.