Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Ada Trzeciakowska

Fragmento de la entrevista con Charles Simic por Grzegorz Jankowicz (2011).

Mis primeros poemas aparecieron en 1959. Son muy diferentes entre sí, como si no hubieran sido escritos por el mismo autor. En ese momento, así es como escribía. Estaba abandonando a Crane por Whitman, a Whitman por Pound. Bajo la influencia de este último, por ejemplo, escribí un poema de 80 páginas sobre la Inquisición española.
Un tema sorprendente, teniendo en cuenta que separa la historia como relato de los grandes acontecimientos de la narración poética que se ocupa de los individuos y de los acontecimientos secundarios. A pesar de este claro enaltecimiento de lo individual, su poesía es a menudo impersonal…
Sí, sobre todo en mis primeros poemas. Estaba terriblemente cansado de los poetas que decían repetidamente: hago esto, hago aquello.
Esa forma poética impersonal fue una reacción a la moda de aquella época. Esto no quiere decir que en los 50 años en los que escribo y publico poemas nunca haya hablado en mi nombre o sobre mis propias experiencias. Lo he hecho muchas veces. Pero, sobre todo, he intentado compartir con el lector alguna experiencia poética sin aburrirle con cuentos sobre mis problemas.
Te gusta decir que toda la poesía auténtica es, de hecho, antipoesía.
Los poetas han dicho o escrito algunas de las cosas más estúpidas y vergonzosas de la historia del mundo, a la vez que han añadido algunas de las más bellas. Me gustan los poemas que miran con recelo los sentimientos poéticos y la retórica elevada. Los ignoran deliberadamente. Cuando el lector espera flores de papel y fruta artificial, le doy un plato de salchichas y pepinillos.
También le interesa la poesía porque complica los planes de los filósofos. ¿Cómo consigue hacerlo?
A la poesía le atormenta el miedo a la abstracción. Le interesa más el dedo meñique de la amante que cualquier teoría del universo. Insiste en que la única verdad de la que disponemos es la del momento intensamente vivido. Los poemas saben muy bien que la vida es caótica, llena de contradicciones, que las preguntas importantes siguen sin respuesta. Estoy hablando de la poesía lírica, que es el tipo de escritura que más me interesa.
Me encanta la mezcla de la tragedia y la comedia, no sólo en la poesía, sino también en cualquier relato, porque de su choque surge la imagen de la condición humana. Todavía hay gente que piensa que un poema que evoca la risa es de categoría baja. Piensan, tan equivocados, que para ser serio y prudente hay que evitar la risa como el mayor de los males.

Fragment wywiadu z Charles Simicem z 2011 roku, autor Grzegorz Jankowicz

Moje pierwsze wiersze ukazały się w 1959 r. Bardzo się między sobą różnią, jakby nie zostały napisane przez tego samego autora. W tamtym okresie tak właśnie pisałem. Crane’a porzucałem dla Whitmana, Whitmana dla Pounda. Pod wpływem tego ostatniego napisałem na przykład 80-stronicowy poemat o hiszpańskiej Inkwizycji!
Zaskakujący temat, biorąc pod uwagę, że oddziela Pan od siebie historię jako opowieść o wielkich wydarzeniach i narrację poetycką, która zajmuje się jednostkami oraz zdarzeniami pobocznymi. Pomimo tak wyraźnej nobilitacji tego, co jednostkowe, Pańska poezja bywa często bezosobowa…
Dotyczy to zwłaszcza moich wczesnych wierszy. Byłem potwornie zmęczony twórczością poetów powtarzających w kółko: robię to, robię tamto.
Bezosobowa forma poetycka była reakcją na obowiązującą podówczas modę pisarską. Nie oznacza to wcale, że w ciągu tych 50 lat, w trakcie których pisałem i publikowałem wiersze, nigdy nie mówiłem w swoim imieniu czy o własnych doświadczeniach. Robiłem to wielokrotnie. Ale ponad wszystko starałem się podzielić z czytelnikiem pewnym doświadczeniem poetyckim, nie zanudzając go przy tym opowieściami o moich problemach.
Powiada Pan z upodobaniem, że wszelka autentyczna poezja jest w istocie antypoezją.
Poeci powiedzieli lub zapisali niektóre spośród najgłupszych i najbardziej żenujących rzeczy w historii świata, dodając do tego również kilka najpiękniejszych. Lubię te wiersze, które z podejrzliwością odnoszą się do poetyckich uczuć i podniosłej retoryki. Rozmyślnie je lekceważą. Gdy czytelnik spodziewa się papierowych kwiatów i sztucznych owoców, daję mu talerz kiełbasek i pikli.
Interesuje się Pan poezją także z tego powodu, że komplikuje ona szyki filozofom. Jak udaje się jej ta sztuka?
Poezję nęka strach przed abstrakcją. Bardziej ją interesuje mały palec kochanki niż jakaś teoria wszechświata. Z uporem twierdzi, że jedyną dostępną nam prawdą jest prawda intensywnie przeżywanej chwili. Wiersze doskonale wiedzą, że życie jest chaotyczne, pełne sprzeczności, że ważne pytania pozostają bez odpowiedzi. Mówię teraz o poezji lirycznej, ma się rozumieć, czyli o tym rodzaju pisania, który interesuje mnie najbardziej.
Uwielbiam mieszankę tragizmu i komizmu – nie tylko w poezji, ale także w każdej opowieści, albowiem z ich zderzenia powstaje obraz ludzkiej kondycji. Wciąż słyszymy o ludziach, którym wydaje się, że wiersz wywołujący śmiech należy do pośledniejszego sortu. Myślą – jakże niesłusznie! – że aby być poważnym i roztropnym, trzeba unikać śmiechu jak największego zła.

Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Sandra Toro

Motel Paraíso

Habían muerto millones, inocentes todos.
Yo me quedé en mi cuarto. El presidente
hablaba de la guerra como de una poción de amor.
Los ojos se me abrían del asombro.
Mi cara en el espejo me parecía
una estampilla con dos sellos.

Vivía bien, pero la vida era horrible.
Había tantos soldados ese día,
tantos refugiados que llenaban las calles.
Naturalmente, al tocarlos con la mano
desaparecían todos.
La historia se lamía las comisuras de su boca ensangrentada.

En el canal pago, un hombre y una mujer
intercambiaban besos voraces y se arrancaban
la ropa entre ellos mientras yo los miraba
sin volumen y con la habitación a oscuras
excepto por la pantalla donde el color
tenía demasiado rojo, demasiado rosa.

Tłum. Krystyna Dąbrowska

Motel Paradise

Miliony zginęły; wszyscy niewinni.
Siedziałem w swoim pokoju. Prezydent
Mówił o wojnie jak o miłosnym eliksirze.
Miałem oczy otwarte ze zdumienia.
W lustrze moja twarz wyglądała
Jak dwukrotnie ostemplowany znaczek.

Dobrze żyłem, ale życie było straszne.
Tak wielu żołnierzy w tym czasie,
Tak wielu uchodźców tłoczyło się na drogach.
Naturalnie wszyscy zniknęli
Za dotknięciem ręki.
Historia oblizała kąciki krwawych ust.

Na płatnym kanale mężczyzna i kobieta
Wymieniali głodne pocałunki i zdzierali
Z siebie ubrania, a ja patrzyłem,
Z wyłączonym dźwiękiem, bez światła,
Nie licząc ekranu, którego kolory
Miały zbyt wiele czerwieni, zbyt wiele różu.

Fotogramas de Un día más con vida de Raúl de la Fuente y Damian Nenow basada en un libro de reportajes de guerra en Angola de Ryszard Kapuściński.

MOTEL PARADISE

Millions were dead; everybody was innocent.
I stayed in my room. The President
Spoke of war as of a magic love potion.
My eyes were opened in astonishment.
In a mirror my face appeared to me
Like a twice-canceled postage stamp.

I lived well, but life was awful.
there were so many soldiers that day,
So many refugees crowding the roads.
Naturally, they all vanished
With a touch of the hand.
History licked the corners of its bloody mouth.

On the pay channel, a man and a woman
Were trading hungry kisses and tearing off
Each other’s clothes while I looked on
With the sound off and the room dark
Except for the screen where the color
Had too much red in it, too much pink.

Fotogramas de Nuestra música y El libro de imágenes de Jean-Luc Godard

Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Adam Gai

Naranja de sangre

Está tan oscuro que parece que
    se acerca el fin del mundo.
Creo que está por llover.
Los pájaros en el parque hacen silencio.
Nada es lo que parece ser,
tampoco nosotros.

Hay un árbol tan grande en nuestra calle
que podemos todos escondernos en sus hojas.
No necesitaremos ropa siquiera.
Me siento vieja como una cucaracha, dijiste.
Yo, en mi mente, soy un pasajero de buque fantasma.

Ahora, ni siquiera un suspiro detrás de la puerta.
Si han dejado un niño sobre nuestro umbral,
debe estar dormido.
Todo ríe nerviosamente en los bordes de todo
con una sonrisa serena.

Es porque en este mundo hay cosas
que no se pueden evitar, dijiste.
Justo entonces, oí a la naranja de sangre
rodar de la mesa y con un golpe seco
quedar en el suelo, partida en dos.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Krwawa pomarańcza

Jest tak ciemno, koniec świata
    musi być bliski.
Wierzę, że to przez nadchodzący deszcz.
Ptaki w parku milczą.
Nic nie jest takie jakie się wydaje,
nawet my.

Na naszej ulicy rośnie drzewo tak ogromne
że wśród liści moglibyśmy skryć się wszyscy.
Nawet ubrania nie będę potrzebne.
Czuję się stara jak karaluch, powiedziałaś.
Ja, w myślach, jestem pasażerem statku widma.

Żadnej oznaki życia na zewnątrz.
Jeśli porzucono dziecko na progu,
zapewne śpi.
Wszystko balansuje na krawędzi wszystkiego
z uprzejmym uśmiechem.

To dlatego, że na pewne rzeczy na świecie
nic można poradzić, powiedziałaś.
Wtedy usłyszałem jak krwawa pomarańcza
toczy się po stole i z łoskotem
spada na ziemię pękając na pół.

Fotos propias, salvo la última.

Blood orange

It looks so dark the end of the world
     may be near.
I believe it’s going to rain.
The birds in the park are silent.
Nothing is what it seems to be,
Nor are we.

There’s a tree on our street so big
We can all hide in its leaves.
We won’t need any clothes either.
I feel as old as a cockroach, you said.
In my head, I’m a passenger on a ghost ship.

Not even a sight outdoors now.
If a child was left on our doorstep,
It must be asleep.
Everything is teetering on the edge of everything
With a polite smile.

It’s because there are things in this world
That just can’t be helped, you said.
Right then, I heard the blood orange
Roll off the table and with a thud
Lie cracked open on the floor.

Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Marcela María Raggio

Miedo

El miedo pasa de un hombre a otro
Sin saberlo,
Como una hoja pasa su temblor
A otra.

De pronto todo el árbol está temblando
Y no hay señales del viento.

Tłum. Stanisław Barańczak

Strach

Strach przechodzi z człowieka na człowieka
Bezwiednie,
Jak dreszcz, co udziela się liściom
Od innych liści.

I naraz całe drzewo drży,
A nie ma ani śladu wiatru.

Mi videopoema, adaptación de Miedo de Charles Simic

Fear

Fear passes from man to man
Unknowing,
As one leaf passes its shudder
To another.

All at once the whole tree is trembling
And there is no sign of the wind.

Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Martin López-Vega

Nubes que se acercan

Se parecía a la vida que querríamos.
Fresas salvajes con nata por la mañana.
La luz del sol en cada habitación.
Nosotros dos caminando desnudos junto al mar.

Alguna que otra tarde, sin embargo, nos descubríamos
inseguros ante lo que estaba por venir.
Como actores trágicos en un teatro en llamas
con pájaros volando en círculos sobre nuestras cabezas.
Los oscuros pinos extrañamente inmóviles
cada piedra que pisábamos ensangrentada por la puesta de sol.

Una vez estábamos en nuestra terraza con una copa de vino.
¿Por qué persiste siempre la intuición de un final infeliz?
Nubes de apariencia casi humana
se acercan por el horizonte, pese a la paz luminosa
del aire apacible y el mar en calma.

La noche nos alcanza de súbito, una noche sin estrellas.
Enciendes una vela, desnuda la llevas
a nuestra habitación y la apagas despacio.
Los oscuros pinos y la hierba extrañamente inmóviles.

Sharon Tate en las fotos de Walter Chappell

Tłum. Jerzy Jarniewicz

Chmurzy się

Mogłoby się wydawać, że takiego świata chcieliśmy.
Poziomki w śmietanie nad ranem.
Słońce w każdym pokoju.
I my nadzy we dwoje na spacerze nad morzem.

Są jednak wieczory, kiedy nie wiemy,
Co zdarzy się za chwilę.
Jak tragicy w teatrze, który płonie,
A ptaki krążą nad naszymi głowami,
Czarne sosny dziwnie nieruchome,
Skały, po których stąpamy, krwiste od zachodu słońca.

Wróciliśmy na taras i piliśmy wino.
Skąd to ciągłe przeczucie fatalnego końca?
Chmury o niemal ludzkim kształcie
Zbierają się na horyzoncie, ale poza tym – pięknie,
Powietrze łagodne, morza nic nie zakłóca.

I noc spada na nas gwałtownie, bezgwiezdna noc.
Zapalasz świeczkę, niesiesz ją naga
Do naszej sypialni i szybko zdmuchujesz.
Czarne sosny i trawa dziwnie nieruchome

Clouds Gathering

It seemed the kind of life we wanted.
Wild strawberries and cream in the morning.
Sunlight in every room.
The two of us walking by the sea naked.

Some evenings, however, we found ourselves
Unsure of what comes next.
Like tragic actors in a theater on fire,
With birds circling over our heads,
The dark pines strangely still,
Each rock we stepped on bloodied by the sunset.

We were back on our terrace sipping wine.
Why always this hint of an unhappy ending?
Clouds of almost human appearance
Gathering on the horizon, but the rest lovely
With the air so mild and the sea untroubled.

The night suddenly upon us, a starless night.
You lighting a candle, carrying it naked
Into our bedroom and blowing it out quickly.
The dark pines and grasses strangely still.

Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Nieves García Prados

Al destino

Para mí siempre fuiste más real que Dios.
Preparando el decorado para una tragedia,
golpeando los clavos
Con sólo unos pocos amigos cercanos como invitados.

Sólo por resultar amable, dejaste coja a una joven hermosa,
y atropellaste a un niño con una motocicleta.
Puedo pensar en un millón de ejemplos parecidos.
De nuevo: ¿Cómo es que nos seguimos encontrando?

Una máquina que adivina el futuro en Chinatown
Quizás tenga la respuesta,
Una vieja puerta que cruje en una película de terror;
Una baraja de cartas que dejé en una playa.

Puedo sentirte cuando te acercas a mí en las noches,
Con tu respiración caliente, tus manos frías-
Y yo que ahora soy como un piano viejo
colgando de una cuerda al otro lado de la ventana.

Trad. Ada Trzeciakowska

Do losu

Dla mnie byłeś zawsze bardziej rzeczywisty niż Bóg.
Rozstawiając rekwizyty do tragedii,
Wbijając gwoździe
Z kilkoma najbliższymi przyjaciółmi za publiczność.

Dlatego tylko, że była miła, sprawiłeś, że okulała śliczna dziewczyna,
I potrąciłeś dziecko motorem.
Mogę podać wiele innych przykładów.
Powtarzam: Jak to jest, że my dwoje ciągle się spotykamy?

Maszyna przepowiadająca przyszłość w Chinatown
Może zna odpowiedź,
Stare skrzypiące drzwi otwierające się w horrorze,
Talia kart, którą zostawiłem na plaży.

Czuję jak przytulasz się do mnie nocą,
Twój gorący oddech, twoje zimne dłonie-
A ja przypominam już stare pianino
Dyndające za oknem na końcu sznura.

To Fate

You were always more real to me than God.
Setting up the props for a tragedy,
Hammering the nails in
With only a few close friends invited to watch.

Just to be neighborly, you made a pretty girl lame,
Ran over a child with a motorcycle.
I can think of many other examples.
Ditto: How the two of us keep meeting.

A fortunetelling gumball machine in Chinatown
May have the answer,
An old creaky door opening in a horror film,
A pack of cards I left on a beach.

I can feel you snuggle close to me at night,
With your hot breath, your cold hands—
And me already like an old piano
Dangling out of a window at the end of a rope.

Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Martín López-Vega

Huérfanos de la eternidad

Una noche caminábamos tú y yo juntos.
La luna era tan brillante
que podíamos ver la senda entre los árboles.
Luego las nubes la escondieron
y tuvimos que tantear el camino
hasta que sentimos la arena bajo los pies desnudos
y escuchamos el rumor de las olas.

¿Recuerdas que me dijiste:
«Todo, fuera de este momento, es mentira»?
Nos desnudábamos en la oscuridad
al borde del agua
cuando arranqué el reloj de mi muñeca
y sin ser visto ni decir
nada, lo arrojé al mar.

Mi videopoema, adaptación del texto de Charles Simic

Tłum. Magda Heydel

Sieroty wieczności

Któregoś wieczoru na spacerze, ty i ja.
Księżyc był tak jasny,
Żeśmy widzieli ścieżkę pod drzewami.
Potem zakryły go chmury,
Więc dalej szliśmy po omacku,
Aż pod bosymi stopami poczuliśmy piasek
I usłyszeliśmy uderzenia fal.

Pamiętasz, że powiedziałaś:
«Poza tą chwilą wszystko jest kłamstwem»?
Rozbieraliśmy się w ciemności
Tuż nad samą wodą,
A ja zsunąłem z nadgarstka zegarek
I, niewidziany, nie mówiąc niczego
W odpowiedzi, cisnąłem go w morze.

Serie de fotogramas de la magnífico y oscuro “Fausto” de Alexander Sokurov (2011)

Eternity’s Orphans

One night you and I were walking.
The moon was so bright
We could see the path under the trees.
Then the clouds came and hid it
So we had to grope our way
Till we felt the sand under our bare feet,
And heard the pounding waves.

Do you remember telling me,
‘Everything outside this moment is a lie’?
We were undressing in the dark
Right at the water’s edge
When I slipped the watch off my wrist
And without being seen or saying
Anything in reply, I threw it into the sea.

Charles Simic

1938 – , Serbia/ EE. UU

Trad. Marcela María Raggio

Tapiz

Cuelga desde el cielo hasta la tierra. 
Hay árboles en él, ciudades, ríos, 
pequeños cerdos y lunas. En una esquina 
la nieve está cayendo sobre una caballería en carga, 
en otra unas mujeres están plantando arroz. 

También puedes ver: 
un pollo arrastrado por un zorro, 
una pareja desnuda en su noche de bodas, 
una columna de humo, 
una bruja escupiendo en un balde de leche.

¿Qué hay detrás? 
-Espacio. Un amplio espacio vacío.

¿Y quién está hablando ahora? 
-Un hombre dormido bajo un sombrero.

¿Y cuándo se despierte? 
-Irá a la peluquería 
Afeitarán su barba, nariz, orejas y pelo 
para que se parezca a los demás.

Cuadro de Rafał Olbiński

Tłum. Stanisław Barańczak

Gobelin

Zwisa z nieba do ziemi.
Widać na nim drzewa, miasta, rzeki,
prosięta i księżyce.  W jednym rogu
śnieg prószy ponad szarżą kawalerii,
w drugim kobiety sadzą ryż.
 
Można także zobaczyć
porywane przez lisa kurczę,
nagą parę w noc poślubną,
słup dymu,
wiedźmę o złotym spojrzeniu plującą w skopek mleka.
 
Co jest z tyłu?
– Przestrzeń, mnóstwo pustej przestrzeni.
 
A kto w tej chwili mówi?
– Człowiek nakryty kapeluszem snu.
 
Co będzie, gdy się zbudzi?
– Pójdzie do fryzjera.
Tam zgoli mu się brodę, nos, uszy i włosy.
Żeby wyglądał tak jak wszyscy inni.

Tapestry

It hangs from heaven to earth.
There are trees in it, cities, rivers,   
small pigs and moons. In one corner
the snow falling over a charging cavalry,   
in another women are planting rice.

You can also see:
a chicken carried off by a fox,
a naked couple on their wedding night,
a column of smoke,
an evil-eyed woman spitting into a pail of milk.

What is behind it?
—Space, plenty of empty space.

And who is talking now?
—A man asleep under his hat.

What happens when he wakes up?
—He’ll go into a barbershop.
They’ll shave his beard, nose, ears, and hair,   
To make him look like everyone else.

Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Juan Carlos Galeano

PASTORAL

Vine al campo
Donde la hierba era silencio
Y las flores
Palabras
 
Allí estaban ellos
De carne y sangre
que sienten y temen
Al viento como a un cuchillo
 
Me senté entre la palabra obscuro
y la palabra horca
Saqué una pequeña olla
y el cucharón
 
Le silbé a la palabra fuego
y ella me respondió
desde su sueño
 
Escupí sobre la palma de mi mano
Para atrapar las estrellas
Que estaban tras de mí
y alumbrar su camino.

Tłum. Ada Trzeciakowska

Sielanka

Doszedłem do pól
Gdzie trawa była ciszą
A kwiaty
Słowami

I ujrzałem ich oboje
Z krwi i kości
Odczuwały i bały się
Wiatru jak noża

Przysiadłem między Słowem ciemny
I Słowem szubienica
Wyjąłem mój kociołek
I chochlę

Zagwizdałem na Słowo ogień
A ono odpowiedziało mi
Ze snu

Splunąłem na dłoń
By złapać gwiazdy
Za plecami skryte
I oświetlić mu drogę

Foto propia. Povedilla…

Pastoral

I came to a field
Where the grass was silence
And the flowers
Words
 
I saw they were both
Of flesh and blood
And that they sense and fear
The wind like a knife
 
So I sat between the Word obscure
And the Word gallows
Took out my small cauldron
And ladle
 
Whistled to the Word fire
and she answered me
From her sleep
 
Spat in the palm of my hand
To catch the stars
Behind my back
And light her way