Bartosz Waglewski (Fisz)

1978 – , Polonia

Letra de canción. El vídeo fue rodado en los alrededores de la ciudad Accra en Ghana. Allí es donde se encuentra unos de los cementerios de residuos electrónicos más grandes del mundo, 41 millones de toneladas de deshechos. Según las previsiones del Banco mundial en el 2030 el noventa por ciento de los pobres habitará en África.

Trad. Ada Trzeciakowska

Noticias no tan agradables

Caminas por la ciudad como un rey
No se ve mucho desde tu altura
Y yo tengo para ti, mi lujoso señor,
Yo y el mundo entero
Tenemos para ti
Unas noticias no tan agradables.

Tu mundo está empezando a arder
Porque mi mundo hace tiempo que arde
Esta vez no son los fuegos artificiales
Tampoco las luces de Bengala

Ves ese cuchillo de cocina
El cuchillo con el que cortas la carne
Antes de ensartarla
Tengo para ti unas noticias no tan agradables

Señor mío, tan satisfecho de sí mismo
Yo soy este cuchillo

Tu mundo está empezando a arder
Porque mi mundo hace tiempo que arde
Esta vez no son los fuegos artificiales
Tampoco las luces de Bengala

No lo conoces porque nunca has intentado conocer
Tocar mi mundo

Tu casa tiene grandes ventanales de madera
Pero estas ventanas están
Todas cubiertas con rejas.

Te afeitas la cara con una cuchilla de afeitar
Y aún oigo carcajadas de tus admiradores
Antes de ponerte el traje y
Antes de anudar la corbata
Haces una jugada ideal del tenista
Una jugada ideal con mano libre

Tengo para ti noticias no tan agradables
Muy lujoso señor mío
Yo soy esta hoja de afeitar

No son fake news
Porque ya está probado
Tu mundo está empezando a arder
Igual porque mi mundo desde hace tiempo arde

Nie za miłe wiadomości

Idziesz przez miasto jak król
Nie widać za wiele z twojej wysokości
A ja mam dla Ciebie luksusowy panie
Ja i cały świat
Mamy dla ciebie
Nie za miłe wiadomości.

Twój świat zaczyna płonąć
Bo mój świat od dawna płonie
Tym razem to nie fajerwerki
To nie zimne ognie

Patrzysz na kuchenny nóż
Nóż, którym kroisz mięso
Zanim nadziejesz je na rożen
Mam dla ciebie nie za miłe wiadomości

Zadowolony z siebie panie
To ja jestem tym nożem

Twój świat zaczyna płonąć
Bo mój świat od dawna płonie
Tym razem to nie fajerwerki
To nie zimne ognie

Nie znasz, bo nigdy nie próbowałeś poznać
Dotknąć mego świata

Masz w domu duże drewniane okna
ale te okna są
całe w stalowych kratach.

golisz twarz maszynką na żyletki
a ja ciągle słyszę rechot twoich wiernych wielbicieli
Zanim włożysz garnitur i
Zanim zawiążesz krawat
Wykonasz idealny ruch jak tenista
Idealny ruch swobodną ręką

Mam dla ciebie nie za miłe wiadomości
Mój ty Luksusowy panie
To ja jestem tą żyletką

To nie fake news
Bo To już dowiedzione
Twój świat zaczyna płonąć
Tak jak mój świat od dawna płonie

Charles Simic

1938 – , Serbia / EE. UU

Trad. Ada Trzeciakowska

Fragmento de la entrevista con Charles Simic por Grzegorz Jankowicz (2011).

Mis primeros poemas aparecieron en 1959. Son muy diferentes entre sí, como si no hubieran sido escritos por el mismo autor. En ese momento, así es como escribía. Estaba abandonando a Crane por Whitman, a Whitman por Pound. Bajo la influencia de este último, por ejemplo, escribí un poema de 80 páginas sobre la Inquisición española.
Un tema sorprendente, teniendo en cuenta que separa la historia como relato de los grandes acontecimientos de la narración poética que se ocupa de los individuos y de los acontecimientos secundarios. A pesar de este claro enaltecimiento de lo individual, su poesía es a menudo impersonal…
Sí, sobre todo en mis primeros poemas. Estaba terriblemente cansado de los poetas que decían repetidamente: hago esto, hago aquello.
Esa forma poética impersonal fue una reacción a la moda de aquella época. Esto no quiere decir que en los 50 años en los que escribo y publico poemas nunca haya hablado en mi nombre o sobre mis propias experiencias. Lo he hecho muchas veces. Pero, sobre todo, he intentado compartir con el lector alguna experiencia poética sin aburrirle con cuentos sobre mis problemas.
Te gusta decir que toda la poesía auténtica es, de hecho, antipoesía.
Los poetas han dicho o escrito algunas de las cosas más estúpidas y vergonzosas de la historia del mundo, a la vez que han añadido algunas de las más bellas. Me gustan los poemas que miran con recelo los sentimientos poéticos y la retórica elevada. Los ignoran deliberadamente. Cuando el lector espera flores de papel y fruta artificial, le doy un plato de salchichas y pepinillos.
También le interesa la poesía porque complica los planes de los filósofos. ¿Cómo consigue hacerlo?
A la poesía le atormenta el miedo a la abstracción. Le interesa más el dedo meñique de la amante que cualquier teoría del universo. Insiste en que la única verdad de la que disponemos es la del momento intensamente vivido. Los poemas saben muy bien que la vida es caótica, llena de contradicciones, que las preguntas importantes siguen sin respuesta. Estoy hablando de la poesía lírica, que es el tipo de escritura que más me interesa.
Me encanta la mezcla de la tragedia y la comedia, no sólo en la poesía, sino también en cualquier relato, porque de su choque surge la imagen de la condición humana. Todavía hay gente que piensa que un poema que evoca la risa es de categoría baja. Piensan, tan equivocados, que para ser serio y prudente hay que evitar la risa como el mayor de los males.

Fragment wywiadu z Charles Simicem z 2011 roku, autor Grzegorz Jankowicz

Moje pierwsze wiersze ukazały się w 1959 r. Bardzo się między sobą różnią, jakby nie zostały napisane przez tego samego autora. W tamtym okresie tak właśnie pisałem. Crane’a porzucałem dla Whitmana, Whitmana dla Pounda. Pod wpływem tego ostatniego napisałem na przykład 80-stronicowy poemat o hiszpańskiej Inkwizycji!
Zaskakujący temat, biorąc pod uwagę, że oddziela Pan od siebie historię jako opowieść o wielkich wydarzeniach i narrację poetycką, która zajmuje się jednostkami oraz zdarzeniami pobocznymi. Pomimo tak wyraźnej nobilitacji tego, co jednostkowe, Pańska poezja bywa często bezosobowa…
Dotyczy to zwłaszcza moich wczesnych wierszy. Byłem potwornie zmęczony twórczością poetów powtarzających w kółko: robię to, robię tamto.
Bezosobowa forma poetycka była reakcją na obowiązującą podówczas modę pisarską. Nie oznacza to wcale, że w ciągu tych 50 lat, w trakcie których pisałem i publikowałem wiersze, nigdy nie mówiłem w swoim imieniu czy o własnych doświadczeniach. Robiłem to wielokrotnie. Ale ponad wszystko starałem się podzielić z czytelnikiem pewnym doświadczeniem poetyckim, nie zanudzając go przy tym opowieściami o moich problemach.
Powiada Pan z upodobaniem, że wszelka autentyczna poezja jest w istocie antypoezją.
Poeci powiedzieli lub zapisali niektóre spośród najgłupszych i najbardziej żenujących rzeczy w historii świata, dodając do tego również kilka najpiękniejszych. Lubię te wiersze, które z podejrzliwością odnoszą się do poetyckich uczuć i podniosłej retoryki. Rozmyślnie je lekceważą. Gdy czytelnik spodziewa się papierowych kwiatów i sztucznych owoców, daję mu talerz kiełbasek i pikli.
Interesuje się Pan poezją także z tego powodu, że komplikuje ona szyki filozofom. Jak udaje się jej ta sztuka?
Poezję nęka strach przed abstrakcją. Bardziej ją interesuje mały palec kochanki niż jakaś teoria wszechświata. Z uporem twierdzi, że jedyną dostępną nam prawdą jest prawda intensywnie przeżywanej chwili. Wiersze doskonale wiedzą, że życie jest chaotyczne, pełne sprzeczności, że ważne pytania pozostają bez odpowiedzi. Mówię teraz o poezji lirycznej, ma się rozumieć, czyli o tym rodzaju pisania, który interesuje mnie najbardziej.
Uwielbiam mieszankę tragizmu i komizmu – nie tylko w poezji, ale także w każdej opowieści, albowiem z ich zderzenia powstaje obraz ludzkiej kondycji. Wciąż słyszymy o ludziach, którym wydaje się, że wiersz wywołujący śmiech należy do pośledniejszego sortu. Myślą – jakże niesłusznie! – że aby być poważnym i roztropnym, trzeba unikać śmiechu jak największego zła.

Rafael Argullol

1949 – , España (Barcelona)

4 IV 2012

La higuera que habita
junto a la iglesia de Pedrinyá
ya tiene sus primeros brotes:
minúsculos paraísos que coronan
las ramas secas del invierno.
Me gusta, cada año,
confirmar este estallido
tras la simulación de muerte,
y no me importa unir mi destino
a sus ritos de agonía.
Juego con ventaja: ningún árbol
es tan sabio como las higueras,
acostumbradas a sorber
los jugos antiguos de las ruinas,
y ninguna higuera
es tan leal conmigo como ésta.
Siempre me dice lo que quiero saber,
y en el momento justo.

Tłum. Ada Trzeciakowska

4 IV 2012

Na figowcu zamieszkałym
tuż przy kościele Pedrinyá
pojawiły się pierwsze pąki:
maleńkie raje koronujące
suche gałęzie zimy.
Lubię, jak co roku,
pobłogosławić tej eksplozji
po symulacji śmierci,
i nie wbrew sobie łączę mój los
z jego rytuałami agonii.
Mam jednak przewagę: żadne drzewo
nie jest tak mądre jak figowiec,
nawykły wysysać
starożytne soki ruin,
przy tym, żadne z drzew figowych
nie jest tak lojalne wobec mnie jak ten.
Zawsze mówi mi to co chcę widzieć,
we właściwym momencie

Foto propia

Más poemas de Rafael Argullol con ilustraciones de Anxo Pastor

Adam Zagajewski

1945- 21 de marzo 2021 , Polonia

Trad. Ada Trzeciakowska

mirlo

Sobre la antena de la tele se posó un mirlo
y cantó una suave canción de jazz.
¿De quién te despides? ¿A quién lamentas?, pregunté,
me despido de los que se fueron, dijo el mirlo,
me despido del día (de sus ojos y de sus pestañas),
lloro por una muchacha que vivió en Tracia,
-a la que no pudiste conocer-.
Me da pena el mimbre, que lo mate el frío.
Lloro porque todo es efímero y muta
y retorna, pero nunca bajo la misma forma.
En mi garganta angosta apenas cabe
la tristeza, el desconsuelo, la alegría y el orgullo
de una metamorfosis tan radical.
El cortejo fúnebre va desfilando ante mis ojos
cada noche desfila igual, allí, sobre el hilo del horizonte.
Allí van todos, a todos ellos los miro y de todos ellos me despido.
Diviso los sables y los sombreros, pañuelos y descalzos pies,
cañones, tinta y sangre. Desfilan lentos
y se desvanecen en la neblina fluvial, a la derecha.
Me despido de ellos y de ti y de la luz también
para dar la bienvenida a la noche, porque a la noche sirvo,
a sus sedas negras, a su negro poder.

Fotos propias

kos

Na antenie TV siedział kos
i śpiewał jazzową, miękką piosenkę.
Kogo żegnasz? – spytałem – Co opłakujesz?
Żegnam tych, co odeszli, powiedział kos,
żegnam dzień (oczy i rzęsy tego dnia),
opłakuję pewną dziewczynę, która żyła w Tracji
– nie mogłeś jej znać.
Żal mi wikliny, którą zabije mróz.
Płaczę, bo wszystko przemija i przemienia się
i powraca, lecz nigdy w tej samej postaci.
Moje wąskie gardło ledwie mieści
smutek, rozpacz, radość i dumę
z powodu tak radykalnej metamorfozy.
Orszak żałobny przesuwa się przede mną
co wieczór tak samo, o tam, na nitce horyzontu.
Wszyscy tam idą, wszystkich oglądam i żegnam.
Widzę szable i kapelusze, chustki, bose stopy,
armaty, krew i atrament. Idą powoli
i znikają w nadrzecznej mgle, po prawej stronie.
Żegnam ich i ciebie i światło,
a potem witam noc, bo nocy służę,
czarnym jedwabiom, czarnym mocom.

Sharon Olds

1943 – , Estados Unidos

Trad. Natalia Liederman

a último momento

De repente, a último momento
antes de que me llevara al aeropuerto, se levantó,
tropezando con la mesa, y dio un paso
hacia mí, y como un personaje de una de las primeras
películas de ciencia ficción se inclinó
hacia adelante y hacia abajo, y desplegó un brazo,
golpeándome el pecho, y trató de abrazarme
de alguna forma, yo me levanté y nos tropezamos,
y después nos quedamos parados, alrededor de nuestro núcleo, su
áspero llanto de temor, en el centro,
en el final, de nuestra vida. Rápidamente, después,
lo peor había pasado, pude consolarlo,
sosteniendo su corazón en su sitio, desde atrás,
y acariciándolo por delante, su propia vida
continuaba, y lo que lo había
unido, alrededor del corazón – unido a él
conmigo- ahora descansaba en nosotros, a nuestro alrededor,
agua de mar, óxido, luz, fragmentos,
los pequeños espirales eternos de eros
aplanados a la fuerza.

Fotogramas de Lo que queda del día de James Ivory, adaptación de la novela homónima de Kazuo Ishiguro

Tłum. Ada Trzeciakowska

Ostatnia godzina

Nagle, na godzinę
przed wyjazdem na lotnisko, wstał
i wpadając na stół, zrobił krok
w moją stronę, jak postać z wczesnego
filmu science fiction, pochylił się
do przodu i w dół, wyciągnąwszy ramię
uderzył mnie w pierś, i próbując objąć mnie
jakoś, ja wstałam i potknęliśmy się,
a potem staliśmy, wokół naszego jądra, jego
chrapliwy szloch grozy, w centrum,
na końcu, naszego życia. Szybko, wtedy
najgorsze było już za nami, mogłam go pocieszyć,
przytrzymując jego serce na miejscu, od tyłu
i głaszcząc je od przodu, jego własne
życie trwało nadal i to, co
wiązało go, jego serce – a wiązało go
ze mną – kryje się teraz wewnątrz i wokół nas,
morska woda, rdza, światło, odłamki,
małe wieczne kędziory erosa
rozprostowane na siłę.

The last hour

Suddenly, the last hour
before he took me to the airport, he stood up,
bumping the table, and took a step
toward me, and like a figure in an early
science fiction movie he leaned
forward and down, and opened an arm,
knocking my breast, and he tried to take some
hold of me, I stood and we stumbled,
and then we stood, around our core, his
hoarse cry of awe, at the centre,
at the end of, of our life. Quickly, then,
the worst was over, I could comfort him,
holding his heart in place from the back
and smoothing it from the front, his own
life continuing, and what had
bound him, around his heart – and bound him
to me – now lying on and around us,
sea-water, rust, light, shards,
the little eternal curls of eros
beaten out straight.

Martin Niemöller

1892-1984, Alemania

Niemöller, pastor luterano, inicialmente apoyó a Hitler y su discurso anticomunista, nacionalista y antisemita. En 1933 se opuso a la política totalitaria de la homogenización de las iglesias protestantes que pretendía excluir a los files con antepasados judíos. Arrestado y juzgado en varias ocasiones por la Gestapo, fue internado en campos de concertación durante siete años. Después de su liberación Niemöller desempeñó un papel preponderante en los movimientos pacifistas europeos.

Niemöller menciona​ que no se trataba originalmente de un poema, sino del sermón ¿Qué hubiera dicho Jesucristo?, pronunciado en la Semana Santa de 1946 en Kaiserslautern (Renania-Palatinado, Alemania). Este poema se atribuye de forma errónea, en muchos idiomas, al dramaturgo y poeta alemán Bertolt Brecht.

Cuando los nazis vinieron por los comunistas

Cuando los nazis vinieron a llevarse a los comunistas,
guardé silencio,
ya que no era comunista,

Cuando encarcelaron a los socialdemócratas,
guardé silencio,
ya que no era socialdemócrata,

Cuando vinieron a buscar a los sindicalistas,
no protesté,
ya que no era sindicalista,

Cuando vinieron a llevarse a los judíos,
no protesté,
ya que no era judío,

Cuando vinieron a buscarme,
no había nadie más que pudiera protestar.

Fragmento de No seas tonto cortometraje de propaganda producido por el Departamento de Guerra de los Estados Unidos en 1943, de mensaje antirracista y antifascista. 

Martin Niemöller, niemiecki pastor luterański, teolog i działacz antynazistowski. Był zwolennikiem niezależności ideowej i organizacyjnej Kościoła od państwa. Po II wojnie stał się radykalnym działaczem na rzecz pokoju i rozbrojenia. Tekst wiersza pierwotnie miał być kazaniem, wygłoszonym w 1946. Istnieje kilka wersji wiersza, dodatkowo należy zaznaczyć, że często błędnie przypisuje się autorstwo Bertoltowi Brechtowi.

Kiedy naziści przyszli po komunistów

Kiedy naziści przyszli po komunistów,
milczałem,
nie byłem komunistą.

Kiedy zamknęli socjaldemokratów,
milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.

Kiedy przyszli po związkowców,
 nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.

Kiedy przyszli po Żydów,
 milczałem,
nie byłem Żydem.

Kiedy przyszli po mnie,
nie było już nikogo,
kto mógłby zaprotestować.

Imágenes de La noche de los cristales rotos, 9-10 de noviembre de 1938 en Alemania y Austria / Noc Kryształowa

Als die Nazis die Kommunisten holten

Als die Nazis die Kommunisten holten,
habe ich geschwiegen;
ich war ja kein Kommunist.

Als sie die Sozialdemokraten einsperrten,
habe ich geschwiegen;
ich war ja kein Sozialdemokrat.

Als sie die Gewerkschafter holten,
habe ich nicht protestiert;
ich war ja kein Gewerkschafter.

Als sie die Juden holten,
habe ich nicht protestiert;
ich war ja kein Jude.

Als sie mich holten,
gab es keinen mehr, der protestieren konnte.

Franco Battiato

1945 – , Italia

Trad. Franco Battiato letras en español

La cura/El cuidado

Te protegeré de los miedos de la hipocondría,
de las turbaciones que desde hoy encontrarás por tu vía.
De las injusticias y de los engaños de tu tiempo,
de los fracasos que por tu naturaleza normalmente atraerás.  

Te aliviaré de los dolores y de tus cambios de humor,
de las obsesiones, de tus manías.  

Superaré las corrientes gravitacionales,
el espacio y la luz para no hacerte envejecer.  

Y curarás de todas las enfermedades,
porque eres un ser especial,
y yo, cuidaré de ti.  

Vagaba por los campos de Tennessee,
(cómo había llegado, quien sabe).
No hay flores blancas para mí?
Más veloces que águilas, mis sueños
atraviesan el mar.  

Te traeré sobre todo el silencio y la paciencia.
Recorreremos juntos las vías que llevan a la esencia.
Y perfumes de amor embriagarán nuestros cuerpos,
la bonanza de agosto no calmará nuestros sentidos.  

Tejeré tus cabellos como trenzas de un canto.
Conozco las leyes del mundo, y te las regalaré.  

Superaré las corrientes gravitacionales,
el espacio y la luz para no hacerte envejecer. 

Te salvaré de cada melancolía,
porque eres un ser especial y yo cuidaré de ti…
Yo sí, que cuidaré de ti.  

Tłum. Ada Trzeciakowska

Pod moją opieką

Uchronię cię od lęków hipochondrii,                
od kłopotami, na które natkniesz się na drodze.   
Od niesprawiedliwości i obłudy naszych czasów  
i od niepowodzeń, które naturalnie przyciągniesz.

Uwolnię Cię od bólu i od wahań nastroju,
od twoich urojeń i od obsesji.    

Przezwyciężę siły grawitacji,               
pokonam przestrzeń i światło,
dla ciebie, abyś zachowała młodość.

I zostaniesz uleczona z wszelkich chorób,
ponieważ jesteś istotą wyjątkową,  
a ja zaopiekuję się tobą.     

Zbłądziłem aż na pola Tennessee
(jak się tam dostałem, nie wiem).        
Nie ma dla mnie białych kwiatów?         
Szybciej niż orły sny moje
dotarły za morze.          

Przyniosę ci także ciszę i cierpliwość.          
Pójdziemy razem ścieżkami, wprost do istoty rzeczy.
A woń miłości odurzy nasze ciała,           
sierpniowa bryza nie ukoi zmysłów.   

Włosy twoje splotę jak wątek piosenki.
Znam zasady świata i podaruję je tobie.

Przezwyciężę siły grawitacji,               
pokonam przestrzeń i światło,
dla ciebie, abyś zachowała młodość.

I wyleczę ci każdej melancholii,
ponieważ jesteś istotą wyjątkową, a ja zaopiekuję się tobą,  
właśnie tak, zaopiekuję się tobą.    

La Cura

Ti proteggerò dalle paure delle ipocondrie,                    
dai turbamenti che da oggi incontrerai per la tua via.     
Dalle ingiustizie e dagli inganni del tuo tempo,              
dai fallimenti che per tua natura normalmente attirerai.   

Ti solleverò dai dolori e dai tuoi sbalzi d’umore,
dalle ossessioni delle tue manie.      

Supererò le correnti gravitazionali,               
lo spazio e la luce per non farti invecchiare.    

E guarirai da tutte le malattie,
perché sei un essere speciale,  
ed io, avrò cura di te.     

Vagavo per i campi del Tennessee
(come vi ero arrivato, chissà).        
Non hai fiori bianchi per me?         
Più veloci di aquile i miei sogni     
attraversano il mare.      

Ti porterò soprattutto il silenzio e la pazienza.          
Percorreremo assieme le vie che portano all’essenza.
I profumi d’amore inebrieranno i nostri corpi,           
la bonaccia d’agosto non calmerà i nostri sensi.   

Tesserò i tuoi capelli come trame di un canto.
Conosco le leggi del mondo, e te ne farò dono.  

Supererò le correnti gravitazionali,               
lo spazio e la luce per non farti invecchiare.   

Ti salverò da ogni malinconia,                                  
perché sei un essere speciale ed io avrò cura di te …
Io sì, che avrò cura di te.     

Theodore Roethke

1908-1963, Estados Unidos

Trad. Alberto Girri

En un oscuro tiempo

En un oscuro tiempo, el ojo empieza a ver,
Encuentro mi sombra en la sombra que se adensa;
Escucho mi eco en los ecos del bosque,
Señor de la naturaleza llorando ante un árbol.
Vivo entre la garza y el abadejo,
Bestias del monte y serpientes de las cuevas.

¿Qué es la locura sino nobleza de alma
Irreductible a las circunstancias? ¡El día arde!
Conozco la pureza de la desesperación pura.
Mi sombra clavada a un muro sudoroso.
Ese lugar entre las rocas, ¿es una caverna
O un sendero tortuoso? El borde es cuanto tengo.

¡Una incesante tormenta de correspondencias!
¡Una noche rebosante de pájaros, una luna desgarrada,
Y la medianoche que regresa en pleno día!
El hombre va muy lejos para hallarse a sí mismo:
Muerte del yo en una larga noche sin lágrimas,
Todas las formas naturales irradiando luz inhumana.

Oscura, mi oscura luz y oscurecido mi deseo.
Mi alma, como alguna enloquecida y caliente mosca de verano que
Permanece zumbando en el umbral ¿Cuál yo es yo?
Me elevo fuera de mi miedo de hombre arruinado.
La mente entra en sí misma y Dios en la mente
Y uno es Uno, libre en el viento de lágrimas.

Fotografías de Kevin Horan

Tłum. Stanisław Barańczak

W ciemny czas

W ciemny czas wzrok powraca, oko znów postrzega,
Własny cień napotykam w coraz głębszym mroku;
Własne echo rozróżniam w echach lasu wokół –
Ja, korona stworzenia, płaczę u stóp drzewa.
Żyję pomiędzy czaplą a czyżem; pomiędzy
Szczytem orłów i kozic a jaskinią węży.

Czym jest szaleństwo, jeśli nie godnością, z którą
Dusza nie godzi się na świat, na sytuację?
Pożar dnia! Wiem, jak czyste są czyste rozpacze,
Mój cień bywał przyparty do spotniałych murów.
Ta skalna okolica – czy w niej jaskiń cienie,
Czy kręta ścieżka? Krawędź – oto moje mienie.

Morze odpowiedniości, w nieprzerwanym sztormie!
Po brzegi pełna ptaków noc, księżyc chropawy,
Północ, powracająca w biały dzień! Do prawdy
O sobie człowiek dąży długo i opornie –
Poprzez konanie “ja” pod suchym okiem nocy,
Przez blask nieziemski z wszystkich ziemskich form bijący.

Mrok, mrok jest w moim świetle, a głębsze żądz mroki.
Dusza, jak mucha wściekła od upału, jeszcze
Bzyczy u szyby, trąca szkło. Który ja jestem
Mną? Upadły, podźwigam się z kałuży trwogi.
Myśl wnika w siebie, Bóg w myśl; Pojedyńczość z wolna
Staje się Pojednaniem, w rwącym wietrze wolna.

In a dark time

In a dark time, the eye begins to see,
I meet my shadow in the deepening shade;
I hear my echo in the echoing wood–
A lord of nature weeping to a tree,
I live between the heron and the wren,
Beasts of the hill and serpents of the den.

What’s madness but nobility of soul
At odds with circumstance? The day’s on fire!
I know the purity of pure despair,
My shadow pinned against a sweating wall,
That place among the rocks–is it a cave,
Or winding path? The edge is what I have.

 A steady storm of correspondences!
A night flowing with birds, a ragged moon,
And in broad day the midnight come again!
A man goes far to find out what he is–
Death of the self in a long, tearless night,
All natural shapes blazing unnatural light.

Dark, dark my light, and darker my desire.
My soul, like some heat-maddened summer fly,
Keeps buzzing at the sill. Which I is I?
A fallen man, I climb out of my fear.
The mind enters itself, and God the mind,
And one is One, free in the tearing wind.

Ramón Andrés

1955 – , España (Pamplona)

A mi queridísimo padre que se me ha ido hace 11 años ya. Quiero creer que un día será un bello manzano, generoso y protector.

Árboles finales

Los árboles que nos quedan son aquéllos,
los todavía no alcanzados. En sus claros se decide
qué sombra infundir en cada uno de nosotros.
Tienen, a su modo, una voz de llamada hacia arriba,
como el que arquea las manos en torno a la boca
para ser oído en lo más alto y pedir que alguien
se haga cargo de los que estamos aquí. Ultimados.
Todo árbol cobija a un muerto y lo mantiene
en la savia, lo hace suyo y lo ampara, le da un suelo
de corteza y de hojas caídas para él.
Los bosques pueden salvarse en los que han sido,
quiero decir, en el recuerdo que guardamos de ellos.
Tendrá un hogar en el color del haya quien los defienda.
Hay árboles que parecen anteriores a la tierra, los robles
y los tejos, por ejemplo, arraigados en una mano perdida
y mortal que quiso hacer el mundo y no pudo.
Escuchadlos en sus ramas; nos avisan, aconsejan.
Son las obras completas del reposo.

de Los árboles que no quedan (2020)

Tłum. Ada Trzeciakowska

Drzewa ostateczne

Drzewa, które nam pozostały to te jeszcze
niedopełnione. W światłach ich koron rozstrzyga się
jaki cień rzucić na każdego z nas.
W pewnym sensie mają nawet głos by wołać w górę,
jak ten, kto splata dłonie wokół ust,
by usłyszano i wysłuchano go na wysokościach
i wzięto pod opiekę nas, będących tu. Dobiegających końca.
Każde drzewo przyjmuje zmarłego, zachowuje go
w swoich sokach, czyni go swoim, osłania go i służy mu
ściółką z kory i opadłych dla niego liści.
Lasy mogą ocaleć w tych, którzy już przeminęli,
we wspomnieniu raczej o nich zachowanym.
Temu kto ich obroni, kolor buków stanie się domem.
Są drzewa, które wydają się starsze od ziemi, dęby
i cisy wśród nich, zakorzenione w czyjeś dłoni -zagubionej
i śmiertelnej- która chciała kiedyś czynić świat. Nie mogła.
Przysłuchajcie się gałęziom; ostrzegają nas, nie żałują rad.
Oto dzieła kompletne spoczynku.

Ilustración de Anxo Pastor

Ramón Andrés

1955 – , España (Pamplona)

Sin donación

Un poema sencillo,
como el corazón de un perro,
no me será dado.                       Nada es fácil,
no lo es acercarte a un árbol viejo,
          entre la densa bruma,
ver que es el padre que ya no te recuerda.
Se ha ido igual que las ondas apaciguadas
tras el salto de la trucha.
Rezas, no rezas. No crees, no rezas. Rezar
es no pedir, no pedir, no juntar las manos,
desmigajar el pan para su boca enferma.
Es silla, cordón mal atado, hueso de flauta,
rebaño polvoriento que baja hacia su mente.

En estos lugares se aprende lo extraño:
ves la sombra del águila en el río
y algo te dice que es la nave
de los muertos que va a su desembocadura.

Algo te dice que tú también estás ávido
de no pesar, ávido de no tener lengua,
y, en cambio, de pronto, la espina en el pie
te devuelve escindido a tu comienzo. El dolor.
                El camino siempre avisa,
                y no lo que se acerca por él.

Ilustración de Anxo Pastor

Tłum. Ada Trzeciakowska

Bez daru

Prosty wiersz,
jak serce psa,
nie jest mi dany.                   Nic nie jest łatwe,
niełatwo zbliżyć się do starego drzewa,
               w gęstej mgle,
przekonać się, że ojciec już cię nie pamięta.
Odszedł tak jak rozeszły się kręgi na wodzie
po skoku pstrąga.
Modlisz się, nie modlisz się. Nie wierzysz,
nie modlisz się. Modlitwa to nie proszenie,
nie proszenie o nic, to nie składanie rąk,
kruszenie chleba do jego chorych ust.
To krzesło, źle zawiązana sznurówka, flet z kości,
pokryte kurzem stado zstępujące ku jego myślom.

W takich miejscach uczysz się tego, co niezwykłe:
dostrzegasz cień orła na rzece
i coś mówi ci, że to barka
umarłych, która dąży do swojego ujścia.

Coś mówi ci, że ty też boleśnie pragniesz
pozbyć się ciężaru, pragniesz pozbyć się języka,
lecz zamiast tego, nagle, cierń w twojej stopie
przywraca cię, rozdartego, do punku wyjścia. Ból.
               To droga zawsze ostrzega,
                a nie to, co się nią zbliża.

Fotogramas de Solaris de Andréi Tarkovsky